Uzumaki

24 Lu

FILM Japońskie horrory rozsławił na cały świat Ringu Hideo Nakaty, a konkretniej jego remake nakręcony przez Amerykanów, który stając się kinowym hitem przy okazji wzbudził zainteresowanie azjatyckim oryginałem. Ringu przerażał i rozpoczął swego rodzaju modę na horrory azjatyckie, która nie ominęła także naszego nadwiślańskiego kraju. Swego czasu Dark Water Nakaty można było nawet kupić wraz z numerem jednego z poczytniejszych tygodników dla pań. Większość tych filmów wpisywała się w nurt, którego głównym motywem była przyodziana w biel zjawa o kiepskiej fryzurze i ruchach paralityka strasząca ludzi, czasami zabijając ich w bliżej nieokreślony sposób. Na podstawie tych popularnych obrazów, wiele osób ukształtowało w sobie podobne wyobrażenie o Japońskich horrorach. Błędem byłoby jednak założyć, że filmy grozy z Kraju Kwitnącej Wiśni ograniczają się tylko do ghost stories opartych na danym schemacie. Przykładem niezwykle oryginalnego, choć nieznanego szerszej publiczności japońskiego horroru jest Uzumaki (tłum. Spirala, Wir).

Na wstępie muszę uprzedzić, że Uzumaki nie jest filmem, który przypadnie do gustu każdemu. Jest to obraz przede wszystkim bardzo dziwny. To co urzeka w Spirali to niesamowity klimat. Reżyser musiał podołać nie lada wyzwaniu bowiem Spirala jest adaptacją mangi jednego z najbardziej uznanych mangakków grozy Junji Itou, znanego ze swoich oryginalnych i dziwnych dzieł. Higuchinsky musiał zatem stworzyć w swoim filmie atmosferę wszechobecnej dziwaczności. Reżyser ima się przeróżnych środków by osiągnąć efekt i, muszę przyznać, odnosi spektakularny sukces.

Uzumaki opowiada historię małego miasteczka Kurozu-cho, przez które przetacza się fala dziwnych incydentów, powiązanych ze sobą tytułową spiralą. Parą głównych bohaterów są nastolatkowie Kirie i Shuichi, znający się od dziecka i mający od zawsze ku sobie. Kirie wiedzie żywot beztroskiej nastolatki, podczas gdy Shuichiego dręczą problemy z ojcem. Ojciec chłopaka od jakiegoś czasu oddaje się osobliwemu hobby, które polega na obsesyjnym wyszukiwaniu, kolekcjonowaniu i obserwowaniu wszystkiego co przedstawia kształt spirali i przypisywaniu jej niemalże boskich właściwości. Shuichi jest przekonany, że zachowanie ojca nie jest jedynie nieszkodliwym ekscentryzmem a niebezpieczną obsesją, Kurozu-cho z kolei jest przeklętym miejscem znajdującym się pod wpływem klątwy spirali.

Brzmi dziwnie. A to dopiero początek. Wraz z rozwojem fabuły, widz jest bombardowany coraz to dziwniejszymi, niekiedy krwawymi, niekiedy obrzydliwymi, a innym razem tak surrealistycznymi, że aż zabawnymi wydarzeniami, z których każde ma jakiś związek z tytułowym kształtem. Wystarczy chociażby wymienić nastolatków przeistaczających się w gigantyczne ślimaki, czy ciała bohaterów zdeformowane na obraz spirali.

Sama fabuła stanowi solidną bazę do stworzenia czegoś nietuzinkowego i niezwykłego. Higuchinsky jednak nie polega wyłącznie na historii, a wyposaża swój film w multum innych cech, których zadaniem jest intensyfikacja niesamowitości tej produkcji. Bardzo dużą rolę odgrywa strona wizualna filmu. Otwierający film widok na miasto wygląda niczym sztuczne dekoracje, komputerowe efekty rzucają się w oczy, księżyc na nocnym niebie wygląda jak wklejony w obrazek. Reżyser zdaje się nieustannie przypominać widzowi, że to sztuczny, wykreowany świat – chociażby na koniec pierwszego rozdziału, kiedy serwuje widzowi obraz przepalającej się starej taśmy filmowej.

Oprócz tego mamy do czynienia z małymi bonusami, którymi Higuchinsky raczy nas to tu, to tam, wrzuconymi jakby od niechcenia, wzmagającymi wrażenie dziwaczności filmu. Są one prezentowane jako zwyczajny element kreowanego świata, pozostają niezauważone przez bohaterów, reżyser nie skupia na nich uwagi widowni. Wśród takich smaczków można dostrzec człowieka idącego sobie w najlepsze do tyłu w jednej z pierwszych scen filmu, czy studentów stojących niczym zjawy ze spuszczonymi głowami na korytarzu szkolnym, podczas gdy Kirie wraz z koleżanką spacerują oddając się rozmowom o chłopcach.

W filmie dominuje senna, wręcz przytłaczająca atmosfera. Kolorystyka obrazu utrzymana jest w zimnej, ponurej tonacji – ciemne zielenie, szarości, przewaga „brudnych” kolorów, nad miastem ciągle widać gromadzące się grube ciemne chmury – wszystko wydaje się być jakby pod kloszem. Kurozu-cho od świata zewnętrznego oddziela z jednej strony tunel, z innych stron góry. Miasteczko wydaje się zamkniętą, ograniczoną przestrzenią; uliczki są wąskie, atmosfera jest dusząca, prawie klaustrofobiczna.

Całość filmowana jest pod udziwnionymi kątami, kamera bardzo często sama zatacza wiry w powietrzu, przyprawiając widza o zawrót głowy, podobny do tego, którego doświadczają bohaterowie. Reżyser bawi się z widzem poprzez przyozdobienie niektórych ujęć komputerowymi małymi wirkami, zachęcając widza do zabawy w ich odnajdywanie, jednocześnie stwarzając wrażenie, że może i my, widzowie, zaczynamy pod wpływem spirali mieć omamy wzrokowe.

Na oddzielną uwagę zasługuje gra aktorska, która jest… fatalna. W filmie dominują sztuczne, sprawiające wrażenie inscenizowanych, emocje oraz kwestie wypowiadane w taki sposób jakby aktorzy czasami zapominali co mają powiedzieć i usilnie próbowali sobie przypomnieć w trakcie kręcenia scen (szczególnie w przypadku postaci Kirie). W 99% filmów takie aktorstwo dyskredytowałoby film, tutaj jednak sprawia wrażenie celowego, współgrającego z wszechobecną dziwacznością, na tej samej zasadzie co rzucający się w oczy namalowany pejzaż miasteczka.

Higuchinsky stworzył film niesamowicie specyficzny. Swego czasu spotkałam się z opinią na jednym z internetowych forów filmowych, że oglądanie Uzumaki jest jak oglądanie Lyncha po japońsku. Jest coś trafnego w tym stwierdzeniu, które niech zresztą posłuży za najlepszą rekomendację tego, jakże oryginalnego, niestety niezbyt w Polsce popularnego, filmu. Polecam wygodnie usiąść przed monitorem i pozwolić Wirowi, żeby nas wciągnął.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: