Dziesiątka najlepszych horrorów (6-10)

14 Mar

6. The Omen (reż. Richard Donner)

Gdyby w roku 2006 osoby odpowiedzialne za “Omena 666” podjęły podobną decyzję jak twórcy hipotetycznego remake’a “Dziecka Rosemary”, zaoszczędziliby wielu widzom niepotrzebnych frustracji. “Omen” jest bowiem absolutnym klasykiem kina grozy, którego ulepszania po prostu podejmować się nie wypada. Świetna gra aktorska (w końcu główną rolę gra nie byle kto, a sam Gregory Peck!), wiarygodnie ukazany konflikt wewnętrzny ojca, któremu przyszło wybierać pomiędzy miłością do dziecka a wyższym dobrem, umiejętnie budowane napięcie, pomysłowe sceny śmierci (czasami mam wrażenie, że to “Omen” zainspirował twórców “Final Destination”), czy wreszcie genialna ścieżka dźwiękowa. Sceny takie jak, desperacka próba schronienia się księdza w kościele przed nadciągającą burzą, której towarzyszą złowrogie śpiewy chóralne, zapadają na długo w pamięć.

Swoją drogą, “Omen” jest jednym z nielicznych filmów, poruszających tematykę “dzieci z piekła rodem”, w którym to główna rola jest męska. Być może się mylę, ale zazwyczaj tego typu tematyka poniekąd preferuje kobiece postacie „(“Dziecko Rosemary”, “Sierota”, “Żona Astronauty”). Tym większe należy się “Omenowi” uznanie za próbę przedstawienia tematu z perspektywy ojca.

7. Suspiria (reż. Dario Argento)

W środowisku miłośników horroru Dario Argento uważany jest za absolutną legendę, a jego dzieło „Suspiria” wymieniane jako jeden z najstraszniejszych filmów wszechczasów. Nie śmiałam się zatem wyłamywać i w moim prywatnym rankingu również nie mogło zabraknąć „Odgłosów”.

Film rozpoczyna przybycie amerykańskiej studentki do elitarnej szkoły baletowej w Berlinie. Przypadkowo protagonistka jest świadkiem dziwnej sceny – jadąc taksówką widzi młodą kobietę biegnącą lasem w środku nocy. Później, gdy bohaterka dociera do celu, przerażony głos odbierający domofon odmawia jej wejścia. Nazajutrz wszystko wraca jednak do normy, dziewczynie zostaje przydzielony  pokój w szkolnym akademiku i może ona rozpocząć zajęcia w wymarzonej szkole. Jedynym niepokojącym szczegółem są zagadkowe zgony studentek akademii…

To co wyróżnia film na tle innych to niecodzienna tematyka (czarownice, wiedźmy, baby jagi to domena baśni i dobranocek dla dzieci, z której nie każdy potrafiłby ulepić film straszny dla dorosłego widza), porażająca zmysły strona wizualna (tak pięknych kolorów nie widziałam w żadnym innym filmie z wyjątkiem „Hero”) i przyprawiająca o gęsią skórkę muzyka.Motyw przewodni ze ścieżki dźwiękowej gościł na mojej komórce w postaci dzwonka przez dobrych kilka miesięcy, przy każdym dzwonieniu powodując skonfudowane (zaniepokojone?) spojrzenia otaczających mnie przypadkowych ludzi 🙂 (wspomnianego motywu można posłuchać pod tym linkiem)

8. Ju-On: The Grudge 2 (reż. Takashi Shimizu)

Swego czasu obejrzałam wszystkie filmy w reżyserii Takashiego Shimizu opowiadające tragiczne losy Kayako i jej ofiar. Wszystkich filmów było w sumie sześć (4 japońskie produkcje, w tym dwa filmy telewizyjne i dwa kinowe oraz amerykański remake pierwszej azjatyckiej kinówki i jego późniejszy sequel). Na tle pozostałych wyróżniały się zwłaszcza druga japońska produkcja kinowa oraz druga część wersji amerykańskiej – Hollywoodzki The Grudge 2 przerażał głupotą, podczas gdy Ju-On: The Grudge 2 po prostu… przerażał.

Twórcy zadali sobie spory trud stworzenia historii innej, mimo, iż bazującej na takiej samej podstawie jak pozostałe części. I chociaż w dalszym ciągu Toshio i Kayako straszą i zabijają ludzi, tym razem dzieje się to w sposób bardziej… kreatywny. Jako przykład mogę powiedzieć, nie zdradzając wiele z fabuły, że postaciom dane jest doświadczyć “znaków”, świadczących o ich rychłej śmierci, takich jak chociażby tajemnicze stukanie w ścianie, którego powód widz poznaje później i które to poznanie robi kolosalne na widzu wrażenie. Sposób w jaki film został skonstruowany sugeruje dziwne zawirowania czasoprzestrzenne, a jakby tego było mało Kayako niczym Freddy Kruger podąża za swoimi ofiarami aż do wnętrz ich umysłów. Co jednak najważniejsze – obrała sobie za cel zdecydowanie więcej niż tylko starą dobrą zemstę…

Jako fanka japońskiego kina grozy nigdy nie czułam się znudzona sposobem narracji, stosowanym w produkcjach z Kraju Kwitnącej Wiśni, a wręcz ceniłam wolniejsze tempo, które pozwala na dokładniejszą budowę atmosfery. Dla wielu widzów jednak, taki spokojny sposób prowadzenia opowieści jest zwyczajnie nużący i dlatego też wolą oni dynamiczniejsze produkcje. Wspominam o tym, dlatego, że w Ju-On 2 NIE ma takiego “problemu”. W filmie praktycznie cały czas się coś dzieje, suspens i akcja wkraczają na ekran naprzemiennie, nie pozwalając widzowi wytchnąć.

Co ciekawe, przy którymś filmie z kolei człowiek zaczynał zauważać, iż Kayako nie budzi w nim już takiego przerażenia jak niegdyś, a strach został zastąpiony pewnego rodzaju współczuciem. Czego bynajmniej nie uważam za wadę…

9. Dead End (reż. Jean-Baptiste Andrea, Fabrice Canepa)

Jest wigilia Bożego Narodzenia, widzowie poznają na wskroś przeciętną amerykańską rodzinę, która próbuje dotrzeć na święta do swoich krewnych. Przemierzając leśne gęstwiny, samochód podąża boczną drogą, która zdaje się prowadzić do nikąd. Kierujący pojazdem ojciec na moment zasypia i mało nie doprowadza do wypadku. Szczęśliwie wszyscy są cali i zdrowi i można kontynuować dalszą podróż w rytm niekończących się gderań żony, wulgarnych uwag nastoletniego syna i czułego gruchania córki i jej chłopaka.

Film zaczyna się jak anty-świąteczna komedia, bazująca na modelowym wizerunku rodziny, z którą najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Wrażenie to jednak nie okazuje się do końca trafnym (choć humor przez cały film trzyma wysoki poziom), gdyż prędko nasi bohaterowie doświadczają wydarzeń, które są tyleż tragiczne, co przerażające i nie dające się wyjaśnić. W przypływie świątecznego ducha rodzina zabiera z pobocza kobietę, która zdaje się być ranna i w powypadkowym szoku. Od tego momentu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Pasażerowie, jeden za drugim są porywani przez posępnie wyglądający czarną limuzynę (który jest notabene jedynym pojazdem na drodze oprócz auta bohaterów), a następnie porzucani kilkadziesiąt metrów dalej, w stanie uniemożliwiającym identyfikację. Co gorsza, wokół panuje grobowa cisza a otaczająca leśna ciemność zdaje się być jedynym istniejącym krajobrazem…

Należę do tych ludzi, którzy lubią ponarzekać: “Dzisiejsze horrory to już nie to samo!” i z tęsknotą wyglądam za czasami, kiedy na ekranach królowały majsterszyki grozy Johna Carpentera i nawet Spielberg potrafił stworzyć nienajgorszy horror (vide “Poltergeist”). Większość współczesnych produkcji to maksimum efekciarstwa i minimum klimatu. Mimo, iż horror jako gatunek przeżywa pewnego rodzaju rozkwit komercyjny i cieszy się dużym zainteresowaniem, doszukanie się prawdziwie wartościowych i strasznych filmów to wyzwanie. Powstały w 2003 roku Dead End to idealny przykład tego, że warto się jednak nie poddawać 😉

10. Ringu (reż. Hideo Nakata)

Tym oto sposobem dotarliśmy do miejsca dziesiątego i do japońskiego horroru “Ringu”, który rozsławił na cały świat azjatyckie filmy grozy i bez wątpienia był kamieniem milowym w propagowaniu japońskiego horroru. Dlaczego zatem tak istotny obraz znajduje się dopiero na szarym końcu powyższej listy? Przede wszystkim dlatego, że niestety ale Ring się po prostu starzeje… Obejrzany w roku 1998 zachwycał świeżością i całkowicie innym zrealizowaniem grozy na ekranie. Scena, w której Sadako wypełza z ekranu telewizora niejednemu z nas spędzała sen z powiek przez kolejne 7 dni od seansu – w roku 2012, gdy widz zdążył już obejrzeć dziesiątki filmów i ich remake’ów, w których grasuje długowłosa zjawa odziana w białe szaty, Sadako zdecydowanie nie robi już takiego wrażenia. Czemu zatem w ogóle horror znalazł się w zestawieniu 10 najlepszych?

Mimo, iż czas odcisnął swoje piętno na obrazie Nakaty, Ring w dalszym ciągu może miłośnikom bania się przed ekranem, zaoferować sporo. Film ma solidnie zbudowany klimat i idealnie dopasowaną ścieżkę dźwiękową, która potrafi przemienić neutralną scenę w przerażającą. Dla tych, którzy jakimś sposobem nigdy o nim nie słyszeli, “Ring”u” posiada również niezwykle intrygującą i zaskakującą fabułę, która ze zdaje się typowej urban legend, przeobraża się w tragiczną historię niekochanej dziewczynki. W końcu, film ma niezapomnianą, trwającą niecałą minutę sekwencję obrazów i minimalistycznych dźwięków, która jest dla mnie epitafium grozy dziesięciokrotnie przewyższającym amerykańską wersję taśmy (mimo braku pełzających robali i gwoździ wbijanych w paznokcie) i sama w sobie zasługuje na podziw i uznanie.

Oraz na jej przypominanie, upamiętnianie i zamieszczanie na blogach 😉

Proszę oglądać na własną odpowiedzialność 😛
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: