Świeże jedzenie według Koreańczyków

11 Maj

Jest taka scena w „Oldboyu” Chana-wook Parka, w której główny bohater przychodzi do baru i zamawia żywą ośmiornicę, po czym zjada ją w całości, gdy ta jeszcze porusza swoimi, powoli pochłanianymi przez usta bohatera, mackami. Ten makabryczny widok, który wielu widzom powywracał w żołądkach, nie wzbudza w pani szef kuchni tak wielkich emocji. Pani wygląda może na nieco zaskoczoną, jednak daleko jej do bycia zniesmaczoną czy porażoną tym co widzi. W gruncie rzeczy nic w tym dziwnego, bo jedzenie żywych ośmiornic nie jest w Korei Południowej niczym rzadkim. W tym miejscu pragnę uprzedzić wszystkich wrażliwców, którym nawet myśl o zjedzeniu sushi odbiera apetyt aby bezzwłocznie zakończyli lekturę tego tekstu. Wszystkim pozostałym przedstawiam koreański przysmak sannakji.

Sannakji to potrawa kuchni koreańskiej, która składa się z wyżej wspomnianej ośmiornicy i przypraw. Co prawda sposób zaprezentowany w „Oldboyu” nie jest szalenie popularny (choć znajdują się i tacy śmiałkowie, którzy zjadają żywe ośmiornice w całości – dowody wideo do znalezienia na youtube), to już jedzenie macek małej ośmiornicy, wijących się po talerzu jest całkowicie normalne. Sannakji serwuje się w następujący sposób: bierze się żywą małą ośmiornicę, ciacha ją nożem, po czym podaje na talerzu skropioną olejem sezamowym i przyprawioną ziołami. Nie tylko macki ośmiornicy w dalszym ciągu pozostają mobilne ale także przyssawki zachowują swoje właściwości przyczepne. Owe ssanie i wicie są jednymi z elementów przyciągających smakoszy tego rarytasu, obok gumowatości potrawy, która wymaga usilnego żucia. Jeśli już jesteśmy przy smakowaniu warto wspomnieć, że smak samej ośmiornicy jest podobno żaden, nadają jej go jedynie przyprawy.

Sannakji „przystrojone” ziarnem sezamu 🙂

Można by rzec: co kraj to obyczaj i machnąć ręką na upodobania kulinarne Koreańczyków, gdyby nie fakt, że sannakji jest zaliczane do najniebezpieczniejszych potraw świata. Co prawda ośmiornica nie zawiera w sobie żadnej trucizny jak inne znane światu niebezpieczne przysmaki typu japońska ryba fugu, jednak wspomniane wyżej przyssawki mogą kosztować konsumującego jego życie. Ośmiornica nawet po pokrojeniu na kawałki wciąż pozostaje żywa, wiąże się to z tym, że każda z odkrojonych nóżek „myśli indywidualnie” i w momencie bycia zjadaną będzie się bronić i przyczepiać do języka, wewnętrznych ścianek naszej buzi, czy… gardła. Z tego powodu w Korei Południowej znane są śmiertelne wypadki zakrztuszenia się sannakji.
Mimo potencjalnej śmiertelności, sannakji pozostaje nie tylko lokalnym przysmakiem ale i popularną atrakcją turystyczną. Jak się ustrzec przed zadławieniem jeśli koniecznie uparliśmy się doświadczyć ruchliwości tego bezkręgowca w naszej jamie ustnej? Warto skorzystać z nauki, którą nasze mamy powtarzały nam do znudzenia w dzieciństwie: po prostu, dokładnie żuć jedzenie.
Smacznego 🙂

*tekst pierwotnie ukazał się na (niestety nie istniejącym już) portalu portalWWW, z którym miałam przyjemność współpracować przez blisko rok

Reklamy

Poznasz przystojnego bruneta

6 Maj

Podejmując się napisania niniejszej recenzji, nie byłam w pełni świadoma, z jak trudnym zadaniem przyjdzie jej się zmierzyć. Z jednej strony ciężko filmowi Allena odmówić adekwatności życiowej i kilku zabawnych dialogów. Z drugiej strony, obiecując sobie wiele po samym nazwisku reżysera i imponującej obsadzie, doświadczyłam srogiego rozczarowania.

Poznasz przystojnego bruneta” to przedostatni z filmów Woody’ego Allena – twórcy, którego nazwisko-marka jest swego rodzaju gwarantem samym w sobie świetnej rozrywki na poziomie. Przez lata Allenowi udało się ukształtować charakterystyczny styl jego produkcji, które, raz w lżejszym, raz w poważniejszym tonie, komentują otaczający nas świat. Allen nie sięga w swoich filmach po efekty specjalne, na próżno szukać w nich scen pościgów samochodowych czy strzelanin. Również ludzie przedstawiani przez Allena, choć prawie zawsze neurotyczni, zakompleksieni, przeżywający kryzys osobowości i wymagający pomocy terapeuty, nie są protagonistami szczególnie ekscytującymi. Niemniej jednak, Allenowi zawsze udaje się w porywający sposób, z dużą dawką sarkazmu i ironii, opowiedzieć historię życia swych bohaterów-nieudaczników.

Prawie zawsze.

Bohaterami filmu są tradycyjnie postaci zmagające się z życiowym kryzysem. Mamy Helenę, naiwną, niestroniącą od alkoholu starszą panią, którą porzucił mąż – Alfie. Helena, jako rodzaj terapii psychologicznej, uczęszcza na spotkania z wróżką-naciągaczką, która karmi nieszczęsną Heleną bzdurami o przeznaczeniu, miłości i poprzednich wcieleniach, które staruszka łyka równie chętnie jak procenty. Mąż Heleny Alfie, przechodzi coś na kształt spóźnionego kryzysu wieku średniego, którego owocem jest obsesja pozostania młodym. Helena, niezbyt chętnie towarzysząca mężowi w pogoni za utraconą młodością, okazuje się być zbyt skutecznym upomnieniem o starości, toteż Alfie postanawia ją rzucić. Przy okazji wybielając sobie zęby, fundując opaleniznę z solarium i nowy samochód. Helena, po rozstaniu z mężem, staje się „oficjalną udręką” swojej córki Sally, która to z kolei tkwi w nieszczęśliwym małżeństwie z mężem nierobem (czyt. niespełnionym artystą). Roy, czyli ów artysta, zakompleksiony pisarzyna, siedzi w domu zmagając się z napisaniem książki i skutecznie odpędzając od siebie wszelkie możliwości zarobku. W związku z tym, para siedzi na garnuszku Heleny, którą z zięciem łączą stereotypowe relacje teściowa-zięć, oparte na wzajemnej pogardzie i niechęci. Dorzućmy do tego klasyczną obcesową i mało rozgarniętą blondi Charmaine, w której zakochuje się Alfie, borykającego się z problemami małżeńskimi przystojnego szefa Sally i piękną nieznajomą, do której Roy wzdycha przez okno, a otrzymujemy mieszanką iście wybuchową. Niestety, tylko w teorii.

Mimo całej plejady gwiazd, można odnieść wrażenie, że aktorzy nie odnaleźli się ani w konwencji ani w swoim wzajemnym towarzystwie. Bardzo skądinąd przeze mnie ceniona i lubiana, Naomi Watts, zabawniejsza była już w The Ring. Brak również jakiejkolwiek „chemii” między nią a Antonio Banderasem, którego gra z kolei jest aż nadto przerysowana i nijak nie przystaje do reszty bohaterów. Największym niewypałem okazuje się jednak Anthony Hopkins, którego rola miała niesamowity potencjał komediowy, niestety zupełnie niewykorzystany przez zdobywcę Oscara. Można odnieść wrażenie, że Sir Hopkins za bardzo się stara wpleść w swoją rolę dramaturgię, wyglądając przy tym w niektórych ujęciach bardziej jak Hanibal Lecter niż żałosny dziadek, żeniący się z prostytutką i mający problemy z erekcją. Jasnym punktem filmu jest Gemma Jones, która w lekki i zabawny sposób wciela się w rolę Helen (Allenowi z resztą zawsze najlepiej wychodziły postaci matek, nękających swoje dorosłe dzieci), oraz… Freida Pinto, której rola co prawda ogranicza się do wyglądania pięknie i bycia czarującą, jednak na tym polu brązowooka piękność nie rozczarowuje. Niestety, brawurowa gra jednej aktorki, w połączeniu z urodą drugiej i kilkoma zabawnymi dialogami to za mało aby udźwignąć cały film.

Tym co zawsze urzekało mnie w komediach kręconych przez Allena była prześmiewczość, z jaką przedstawiano ludzkie problemy. Nieważne z jak poważnym dylematem życiowym borykali się bohaterowie, ich twarze w chwili największego kryzysu zdawały się wyrażać ponurą akceptacją kolejnego lania od życia w myśl zasady „dowal mi jeszcze” połączoną ze szczerym zdziwieniem godnym największego idioty. W „Poznasz przystojnego bruneta”, emocje postaci Alfiego są zbyt przekonujące. Gniew i zawód zagrane przez Anthony’ego Hopkinsa aż rezonują z ekranu. Można by rzecz, wspaniały koncert wybornego aktorstwa, gdyby nie poczucie, że takie aktorstwo tutaj po prostu nie pasuje.

Oglądając film, nie doświadczamy uczucia towarzyszenia szarżującemu mistrzowi w jego maestrii. Wręcz przeciwnie, widz ma wrażenie obcowania ze średnio udanym naśladownictwem w wykonaniu fana. Ocena filmu jest niezwykle trudna. Obiektywnie, „Poznasz przystojnego bruneta” nie jest bardzo złym filmem. Szkopuł tkwi w tym, że ciężko jest go komukolwiek polecić. Fani twórczości Allena, znający jego wcześniejsze, bazujące na podobnej formule, a znacznie lepsze filmy, będą zawiedzeni podobnie jak ja. Z kolei polecać obraz widzom, którzy dopiero planują zapoznanie się z kinematografią Woody’ego Allena jest pozbawione jakichkolwiek podstaw, gdyż Allen ma na swoim koncie wiele innych, bardziej reprezentatywnych produkcji.

Wdowa, człowiek najniższej kategorii.

5 Maj

Położone w Północnych Indiach, 56-tysięczne miasto Vrindavan nazywane jest Miastem Świętych bądź Świętym Miastem. Znajdujące się w tym samym miejscu co niegdyś mityczny las Vrindavan, w którym Kryszna bawił się w dzieciństwie, miasto jest ważnym ośrodkiem religijnym hinduizmu, domem dla ponad 4 tys. świątyń, celem pielgrzymek wiernych z całego kraju i siedzibą licznych organizacji religijnych. Z zachwycającymi widokami przepięknych budowli świątyń kontrastują sylwetki wychudzonych, przygarbionych kobiet, odzianych w białe szaty, snujących się boso po ulicach miasta jak cienie. Żebrzą bądź odśpiewują modlitwy w zamian za miskę ryżu lub skromny pieniężny datek. Te kobiety to wdowy, które przybyły do Vrindavan aby tutaj oczekiwać nadejścia śmierci. Miasto Wdów to bowiem jeszcze inna nazwa tego miejsca.

Posłuszna żona lub lubieżna grzesznica

Według świętego kodeksu hinduistycznego Dharmaśastry, od wdów po śmierci męża oczekuje się poświęcenia reszty swojego życia pamięci zmarłego. W tradycji hinduistycznej, głęboko zakorzeniony jest pogląd, iż treścią życia kobiety jest małżeństwo i podporządkowanie się mężczyźnie. Padma-purana (jeden z najważniejszych religijnych tekstów hinduistycznych) do obowiązków kobiety zalicza podobanie się swojemu mężowi, które opisywane jest jako „najświętszy obowiązek” niewiasty oraz wdzięczne obsypywanie pocałunkami dłoni ukochanego męża nawet gdy ten źle traktuje żonę lub niesłusznie ją bije. Mężczyzna jest określany mianem ziemskiego boga kobiety, do którego powinna być przywiązana nawet bardziej niż do swoich dzieci. Nic zatem dziwnego, że w takim kontekście kulturowym, po śmierci małżonka, kobieta traci jakikolwiek status społeczny i zostaje zepchnięta na margines życia publicznego. Po śmierci męża, kobiety zobowiązane są przyodziać białe sari, zdjąć wszelką biżuterię i zaprzestać malowania tilaki na czole. W nie tak odległej przeszłości obowiązywał także absolutny nakaz golenia głowy, lecz obecnie nie jest to już regułą, której należy bezwzględnie przestrzegać. Te zabiegi na celu mają oszpecenie kobiety, przemienienie jej w istotę wyzbytą seksualności, gdyż w społeczeństwie hinduskim panuje przekonanie, że kobieta pozbawiona męża wodzić będzie innych mężczyzn na pokuszenie, okrywając tym samym hańbą swą rodzinę. Wszystkiemu winna jest zgubna natura kobiety – istoty dzikiej i nieokiełznanej, pożądliwej i lubieżnej, dla której jedynym ratunkiem od grzesznego życia w rozpuście jest małżeństwo, poprzez które kobieta może osiągnąć spokój i wyższy stopień egzystencji jako oddana i posłuszna żona, godna życia w społeczeństwie. Uważany za praojca ludzkości, Manu nauczał w swoim traktacie Manusmryti o naturze kobiet i postępowaniu względem wdów. Między innymi możemy przeczytać o zakazie spożywania przez wdowy pikantnych potraw, które miałyby rzekomo rozpalać pełne chuci ciało kobiece i obowiązku zastąpienia kurkumy i czerwonego proszku kumkum, wcieranych w ciało kobiety po ślubie jako wyrazy jej atrakcyjności i gotowości seksualnej, popiołem ze stosu pogrzebowego męża. Dodatkowo wdowa według Manu powinna umartwiać swe ciało poprzez przestrzeganie postów, jedzenie jednego posiłku dziennie i spanie na podłodze.

Wdowa przynosi pecha

Przyjście na świat jako istota tak niestała i rozpustna jaką jest kobieta to nie jedyne „przewinienie” indyjskich wdów. Konserwatywna część społeczeństwa wierzy, że wdowa przynosi pecha. Pogląd ten ilustruje najlepiej sytuacja opisana przez anonimową hinduską wdowę w jej artykule z 1889 roku zatytułowanym „Ciężki los Hinduskich Wdów Opisany Osobiście przez Wdowę”. Autorka spisała swoje doświadczenia po śmierci męża, kiedy to nie tylko została zmuszona do zgolenia włosów i pozbawiona wszelkich ornamentów na ciele, ale musiała iść w odległości 60 metrów od żałobnej procesji aby przypadkiem nie rzucić cienia na którąś z biorących udział w pogrzebie kobiet i nie sprowadzić na nią wdowieństwa. Postrzeganie kobiet w hinduizmie jako istoty nieczyste i grzeszne, połączone z przekonaniami religijnymi i wiarą w reinkarnację i karmę, prowadzą do kuriozalnej sytuacji, w której wdowy obwiniane są niejednokrotnie za śmierć mężczyzny. Ma to miejsce szczególnie wówczas gdy małżonek zginie w wypadku bądź umrze w powodu choroby. Pamiętając jak wielkim błogosławieństwem urastającym do rangi sensu życia jest w hinduizmie dla kobiety małżeństwo, moment owdowienia traktowany jest jako kara boska uderzająca we wdowę, która najwyraźniej w poprzednim życiu musiała rozzłościć boga złym postępowaniem w stosunku do ówczesnego męża.

 

Chwalebna Sati

Mimo wszystkich „win”, w nie tak odległej przeszłości wdowa mogła odzyskać szacunek społeczeństwa, a wręcz zaskarbić sobie podziw ludu, gwarantując swoim rodzicom ogólne poszanowanie i dostąpić zaszczytu bycia czczoną niemalże jak święta. Taką drogą ku chwale był rytuał Sati. Sati dosłownie oznacza: „prawdziwa”, „chwalebna”, „dobra”, ale słowo odnosić się może także do rytualnego spłonięcia żywcem na stosie pogrzebowym męża i do wdowy, która decydowała się na taką śmierć. Odwaga wdowy, która podążała ku śmierci za swoim ukochanym wzbudzała powszechny podziw, kobietom, umierającym w ten sposób stawiano pomniki-kamienie, które są czczone nawet po dziś dzień. W teorii Sati była dobrowolną praktyką, w rzeczywistości jednak historii znane są liczne przypadki, kiedy kobiety, czy wręcz dziewczynki (nawet we współczesnych Indiach małżeństwa z dziećmi wciąż nie są rzadkością) były zaciągane siłą na stos, ich ciała krępowane, nierzadko przez własnych rodziców czy braci. Nawet w sytuacji, gdy kobieta rzeczywiście postanawiała spłonąć wraz z ciałem męża, najprawdopodobniej wielokrotnie było to spowodowane nie tyle olbrzymią miłością do małżonka, co presją otoczenia i strachem przed życiem we wstydzie, głodzie i ubóstwie, wśród społecznego potępienia, zniewag i oskarżeń o śmierć męża. Sati prawnie zostało zakazane w 1829 roku przez Brytyjczyków, ale w niektórych rejonach Indii, szczególnie na rolniczych terenach i w małych wioskach rytuał był praktykowany także w XX wieku, ostatni znany prasie przypadek mający miejsce w 1987 roku. Jednocześnie, niektórzy obserwatorzy, jak fotograf Tewfic El-Sawy, autor wstrząsającego eseju fotograficznego „White Shadows”, zauważają, że życie, na które decyduje się wiele wdów przybywając do miasta Vrindavan jest niczym innym jak współczesną formą Sati.

Żywot żebraczki najlepszą opcją

We Vrindavan mieszka obecnie ponad 2 tys. wdów. Kobiety można znaleźć w aśramach, gdzie wdowy zbierają się odśpiewywać religijne pieśni, bądź na ulicach, wzdłuż szlaków pielgrzymek, żebrzące o wsparcie finansowe. Przetrwanie starszych i schorowanych wdów, którym zdrowie nie pozwala na 8-godzinne śpiewanie, jest całkowicie zależne od organizacji charytatywnych i datków składanych w świątyniach. Reszta kobiet żyje skazana na łaskę odwiedzających miasto pielgrzymów – potencjalnych dobroczyńców, którzy umiłowawszy się nad kobietą wesprą ją odrobiną pieniędzy i właścicieli aśramów. Warunki w aśramach wahają się od znośnych panujących w ośrodkach założonych przez aktywistów (takich jak nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla, Dr. Mohini V. Giri), w których poczyniono starania aby kobietom zapewnić pomoc medyczną i rozwijanie umiejętności takich jak szycie i tkactwo, a także nauka czytania, po fatalne w najbiedniejszych ośrodkach. W wielu aśramach codziennością jest wyzysk seksualny. Młode wdowy są gwałcone i zmuszane do prostytucji, opieka medyczna stoi na zerowym poziomie, szerzą się choroby weneryczne i gruźlica a właściciele pozbawiają kobiety nawet należnej im racji żywieniowej, na którą zapracowały śpiewem. Poza zapewnieniem sobie noclegu i wyżywienia, wdowy muszą też zatroszczyć się o takie sprawy jak pośmiertna kremacja, gdyż najprawdopodobniej nikt z członków rodziny nie zgłosi się po ciało zmarłej wdowy, w obawie przed ściągnięciem na siebie nieszczęścia. Wiele z tych kobiet umrze schorowane i w samotności, na ulicach Vrindavan, z dala od domu rodzinnego i swoich bliskich, którzy nawet nie pofatygują się na pogrzeb. Tragizmu tej patowej sytuacji dodaje fakt, że większość wdów, skazanych na tak żałosną egzystencję nie skorzystałaby z szansy powrotu do domu. Paradoksalnie, życie żebraczek w Mieście Wdów to dla nich najlepsza opcja. Dla wielu jedyną alternatywą jest bycie darmową służąca, poddawaną biciu i poniżaniu w domu rodziców zmarłego małżonka. Inne zostały wygnane przez rodzinę męża, bądź nierzadko własnych rodziców wskutek kontrowersji kulturowych jakie budzi owdowiała kobieta. Mając do wyboru żywot żebraczki w rodzinnych stronach, gdzie codziennie musiałyby stawiać czoła wstydowi i społecznemu potępieniu ze strony znajomych, wdowy przybywają do Vrindavan czując, że w miejscu tym będą wśród „swoich”, żywiąc jednoczesnie nadzieję, że w Świętym Mieście duchowe ukojenie.

Oficjalnie, od roku 1856 kobietom wolno ponownie wychodzić za mąż a od 1956 wdowy są prawnie upoważnione do dziedziczenia majątku po zmarłym małżonku. W praktyce jednak prawo zwyczajowe okazuje się silniejsze, a wdowie niełatwo jest znaleźć chętnego do ożenku. Rzadko kiedy też kobieta odważa się na próbę egzekwowania tego co się jej legalnie należy. Na rolniczych terenach, gdzie dostęp do edukacji kobiet jest znacznie ograniczony, a żoną można zostać w wieku dziecięcym, kobiety w ogóle nie mają pojęcia o swoich prawach. Po śmierci męża majątek zostaje zawłaszczony przez braci lub rodziców zmarłego, a wdowa może jedynie „wybierać” z wymienionych w tym artykule życiowych scenariuszy…

http://telsawy.tripod.com/White_Shadows_Movie.html – Pod tym adresem znaleźć można przejmujący esej fotograficzny Tewfica El-Sawiego poświęcony wdowom żyjącym w mieście Vrindavan.

źródła: „Indyjskie wdowy – pogrzebane za życia” – http://www.zycie.senior.pl/147,0,Indyjskie-wdowy-pogrzebane-za-zycia,1171.html Ilona Wojtarowicz.

„Kobieta w hinduizmie” – http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5615

Lys Anzia „’Nothing to Go Back To’ – The Fate of the Widows of Vrindavan, India.” http://womennewsnetwork.net/2007/11/05/nothing-to-go-back-to-the-fate-of-the-widows-of-vrindavan-india/

Hutokshi Doctor. „Women In White: India’s Widows” http://www.sikhspectrum.com/012003/widows_h.htm

Elizabeth Abbot. „Historia Celibatu”, Celibat Wdów, Cnotliwe Wdowieństwo Hindusek (312-315) Encyclopedia of Cremation: Sati

*tekst ze zbioru moich artykułów ukazujących się niegdyś na, niestety nie istniejącym już, portalWWW.eu

Grzesznicy – Sinners

21 Kwi

by Robert Gawliński

Wychował mnie Grochów, Grzesiuk do snu śpiewał mi – I was raised by Grochów, Grzesiuk* was singing me to sleep
Dzika miłość, dzikie wiersze, hipisowskie dni. – Wild love, wild poems, hippie days
Miałem kumpla z piaskownicy, sprawdzić pragnął się. – I had a childhood friend, he wanted to test himself.
W listach z Legii Cudoziemskiej pisał później, że – Later, he wrote in his letters from French Foreign Legion that

Smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść. – It is sad to go to heaven today, it is sad to go to heaven today.

W telewizji dziś widziałem Jeruzalem w ogniu walk. – Today on the tv I saw Jerusalem in the fire of the battle.
Młodych chłopców z bronią, mieli po szesnaście lat. – Young boys with guns, they were about sixteen.
A na Manhattanie stosy diamentów cieszą wzrok. – Meanwhile in Manhattan, piles of diamonds delight the eyesight.
W zachodzącym słońcu jak w Betlejem gwiazdy lśnią. – In the setting sun they shine like the stars in Bethlehem.

Smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść. – It is sad to go to heaven today, it is sad to go to heaven today.

Tak pragniemy kochać, ale krwawy jest nasz Bóg. – We desire to love so much, but our God is imbrued.
Przeminą religie, lecz zostanie wojny duch. – Religions will be  long gone, but the spirit of war will remain.
Czekam więc na rewolucje naszych mądrych głów, – So I’m waiting for a revolution of our wise minds,
Czekam więc na rewolucje naszych serc i dusz. – So I’m waiting for the revolution of our hearts and souls.

Bo smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść. – Because it is sad to go to heaven today, it is sad to go to heaven today.
Smutno dziś do nieba iść, smutno dziś do nieba iść. – It is sad to go to heaven today, it is sad to go to heaven today.

*Grochów is a district of Warsaw – capital city of Poland

*Gawliński sings about Stanisław Grzesiuk, a Polish singer, songwriter and poet, more on him here

Ludzie, którzy nie odczuwają strachu

21 Kwi

W słowniku znajdziemy następujące synonimy wyrazu nieustraszony: dzielny, mężny, odważny, śmiały, zuchowaty, nieulękły – żaden z nich nie ma przypisanych pejoratywnych konotacji. Nie tylko semantycznie, ale i w naszej świadomości określenia „nieustraszony”, „bez strachu” figurują jako pozytywne, określające pożądane, ba!, chwalebne przymioty. Rzeczywistość nie mogłaby być dalsza od naszej wyidealizowanej wizji. Autentyczny brak strachu nie jest cudownym darem, cechą bohaterów, a następstwem uszkodzenia mózgu, i stanowić może zagrożenie dla danej osoby, jak i jej otoczenia.

Walcz lub wiej
Od biologicznej strony, strach jest automatyczną reakcją łańcuchową zachodzącą w naszym organizmie, która zaczyna się od stresującego bodźca a kończy uwolnieniem substancji chemicznych do krwiobiegu. Końcowym jej efektem jest tak zwana „fight-or-flight response” (w wolnym tłumaczeniu „odpowiedź walcz-lub-wiej”) – podstawowy mechanizm przetrwania, obecny u wszystkich zwierząt.
To właśnie wskutek powyższej reakcji w naszym organizmie zachodzą zmiany mające jak najlepiej przygotować nas do stawienia czoła zagrożeniu bądź ucieczki przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Nasze serce przyspiesza, wzrasta nam ciśnienie, źrenice rozszerzają się by móc przyjąć jak najwięcej światła z otoczenia. Żyły pod skórą ulegają zwężeniu, aby więcej krwi mogło zasilić najważniejsze w danej chwili grupy mięśni – stąd też powszechne wrażenie przeszywających nas zimnych dreszczy gdy się boimy. Podczas gdy reszta mięśni się napina, mięśnie gładkie ulegają rozluźnieniu, w celu dostarczenia większej ilości tlenu do płuc. Mniej ważne w danym momencie systemy w naszym ciele, jak system trawienny, ulegają wyłączeniu, po to by nie marnować energii potrzebnej do innych, niecierpiących zwłoki czynności. Jest to czas, w którym nasze ciało przechodzi w stan podwyższonej gotowości.
Zanim jednak do naszego organizmu zostaną uwolnione hormony stresu epinefryna (znana szerzej jako adrenalina) i norepinefryna (noradrenalina), oraz 30 innych różnych hormonów, odpowiadających za powyższe reakcje, informacja o bodźcu musi zostać przetworzona i zinterpretowana przez nasz mózg. W procesie tym biorą udział różne części mózgu, między innymi: wzgórze, hipokamp, ciało migdałowate oraz podwzgórze. Podczas gdy każdy z tych ośrodków mózgowych pełni konkretną funkcję, najbardziej kluczowe w reakcji strachu jest ciało migdałowate, posiadające wiedzę stricte o tym, które sytuacje są dla nas niebezpieczne. To właśnie ciało migdałowate, zwane też jądrem migdałowatym jest odpowiedzialne za rozpoznawanie potencjalnego zagrożenia i przechowywanie wspomnień o strachu.

SuperwoMan?
Wyobraźmy sobie teraz, że ta niezwykle istotna dla odczuwania strachu część naszego mózgu zaczyna zanikać… Taki los spotkał pacjentkę SM – 44-letnią kobietę, żyjącą w USA, która w następstwie rzadkiej choroby Urbacha-Wiethe’a utraciła swoje jądro migdałowate. W efekcie, pacjentka jest całkowicie wyzbyta strachu. Jednocześnie jej inteligencja, zdolności poznawcze, językowe i pamięć plasują się na przeciętnym poziomie. Liczne eksperymenty, którym kobieta była poddawana przez ostatnie dwie dekady pokazały, że SM odczuwa emocje takie jak gniew, szczęście czy zaskoczenie. Innymi słowy jest całkowicie normalną (jeżeli to określeniu jest tutaj właściwe) kobietą, która po prostu nie odczuwa strachu.
W toku badań, naukowcy wychodzili z siebie, aby stworzyć sytuacje, które w założeniu mogłyby wystraszyć obiekt ich badań. Bezskutecznie. Zaprowadzona do sklepu zoologicznego, podekscytowana SM z ciekawością przyglądała się wężom, brała je na ręce, chciała dotykać tarantul i pytała 15 razy czy nie pozwolono by jej potrzymać jednego, wyjątkowo groźnego gatunku węża.
W czasie oglądania scen z horrorów, które widowni na całym świecie mroziły krew w żyłach, SM czuła ekscytację i nawet zapytała o tytuł jednego z filmów, gdyż chciała go później wypożyczyć i obejrzeć w całości, jednak ani przez chwilę się nie bała (a mówimy tutaj o pozycjach takich jak „Ring”, „Milczenie Owiec”, „Halloween”, „Siedem” czy „Blair Witch Project”!).
Gdy, w ramach jednego z doświadczeń, zabrano ją do Waverly Hills Sanatorium, które uchodzi za jedno z najstraszniejszych nawiedzonych miejsc na ziemi, kobieta nie tylko się nie bała, ale odważnie poprowadziła grupę zwiedzających, a nawet napędziła stracha jednemu z pracowników-duchów nawiedzonego domu, niespodziewanie stukając „monstrum” w głowę.
Oprócz prób sztucznej indukcji przerażenia w ramach naukowych badań, w dorosłym życiu SM doświadczyła na własnej skórze prawdziwych, wyjątkowo niebezpiecznych sytuacji. Kobiecie grożono nożem, mierzono do niej z broni palnej, była ona także ofiarą przemocy domowej. W każdej z tych, de facto zagrażających życiu sytuacji, nie odczuwała żadnego strachu.
Można by pomyśleć, że jest szczęściarą – u kogokolwiek innego, kto odczuwa strach, doświadczenie choćby jednej z powyższych sytuacji mogłoby spowodować traumę na całe życie. SM, nie odczuwając strachu, jest automatycznie odporna na zespół stresu pourazowego. Naukowcy twierdzą jednak, że brak reakcji strachu u pacjentki jest bezpośrednią przyczyną tego, że kobieta w ogóle napotyka takie sytuacje.
To strach podpowiada nam, żeby nie iść na skróty późnym wieczorem boczną, słabo oświetloną uliczką. Ten sam strach wzmagał czujność naszych przodków w obawie przed skradającym się drapieżnikiem, gdy słyszeli oni szelest traw, ten sam strach powstrzymuje nas także przed zabawami z niebezpiecznymi gatunkami węży. SM, pozbawiona tego typu antycypacji potencjalnych zagrożeń, niejako ściąga na siebie niebezpieczeństwa. „To nawet zaskakujące, że ta kobieta wciąż żyje” – podsumowuje autor badań nad pacjentką, dr John Feinstein.

Nieustraszeni przestępcy
Inne długoterminowe badania przeprowadzone w USA odkryły kolejne potencjalne niebezpieczeństwa związane z jednostkami nieodczuwającymi strachu. Grupa 1795 dzieci urodzonych w latach 1969-1970, w wieku 3 lat została poddana testom sprawdzającym aktywność elektrodermalną ich skóry, czyli zmiany elektryczne na jej powierzchni, będące odpowiedzią na stresujące bodźce. Dzieciom zaprezentowano 2 rodzaje sygnałów dźwiękowych, jeden ton zwiastował nadejście nieprzyjemnego, głośnego dźwięku, drugi ton był natomiast jedynie tonem kontrolnym. W przypadku prawidłowego działania mechanizmu strachu w organizmie odpowiedź skóry na pierwszy ton powinna być znacznie intensywniejsza niż na ton kontrolny.
20 lat później okazało się, że 137 uczestników testów miało na swoim koncie kryminalne zarzuty w wieku 23 lat. Po dokładniejszym przestudiowaniu i porównaniu rezultatów próby sprzed lat wśród osób karanych i niekaranych, okazało się, że ci pierwsi nie przejawiali reakcji strachu w wieku dziecięcym. Naukowcy i w tym wypadku stwierdzili, że najprawdopodobniej nieprawidłowości w tak młodym wieku mogły być związane jedynie z zapisem DNA lub wadami w obrębie ciała migdałowatego.
W jaki sposób jednak „nieustraszoność” uczestników badania miałaby wpływać na ich kryminalne zachowania? Wywnioskowano, że winowajcą jest brak strachu przed możliwą karą. Jednostki, u których reakcja strachu nie przebiega w prawidłowy sposób, nie boją się kary za popełniane naganne czyny, toteż ludzie nie odczuwający strachu chętniej będą popełniać przestępstwa i zbrodnie. Powyższa prawidłowość jest używana w celu wyjaśnienia działań psychopatów.
Najpowszechniejszym wyobrażeniem psychopaty funkcjonującym w świadomości ludzi jest ktoś do cna pozbawiony empatii. Tymczasem okazuje się, że psychopaci to również ludzie „nieustraszeni”. Liczne badania i testy potwierdziły, że są oni nie tylko niezdolni do przewidzenia kary, która może ich spotkać, ale również większość z nich nie potrafi przewidzieć nadciągającego zagrożenia mimo sygnałów je zapowiadających. Niemieccy naukowcy przeprowadzili doświadczenia na grupie 10 psychopatów płci męskiej i 10 zdrowych mężczyzn, mające na celu porównanie działania reakcji strachu u obu grup partycypujących w badaniach. Wyniki testów pokazały, że w przypadku osób o skłonnościach psychopatycznych w momencie indukcji czynników mających wywołać strach, mózg psychopatów w rejonach takich jak jądro migdałowate, nie wykazywał praktycznie żadnej aktywności. Innymi słowy, psychopaci nie odczuwali strachu.

Nasz przyjaciel strach
Mimo bycia nieprzyjemnym, strach to niezwykle pożyteczny mechanizm obronny, który sama ewolucja oceniła jako niezbędny do przetrwania, pozostawiając go nietkniętym przez miliony lat. Rzeczywisty brak strachu doprowadziłby nas najprawdopodobniej do przedwczesnej śmierci lub więzienia. Warto więc zaprzyjaźnić się ze strachem i docenić płynące z niego korzyści. Nawet jeśli w 9 sytuacjach na 10, przejście naszego ciała w stan gotowości gdy słyszymy trzaskające okno okazuje się jedynie niepotrzebnym stresem, za 10 razem może usprawnić naszą ucieczkę lub ewentualną walką z włamywaczem.
Warto jednak pamiętać o różnicy pomiędzy strachem a lękiem. Choć te wyrazy stosowane są zamiennie w naszym języku, w psychologii to dwa odrębne pojęcia. Z naukowego punktu widzenia strach jest zawsze pożyteczny, lęk natomiast może przybrać formę patologiczną, wywoływany przez sytuacje nie stwarzające realnego zagrożenia i być objawem choroby. W takich sytuacjach pomocne mogą się okazać wyniki badań nad ludźmi, nieodczuwającymi strachu.
Naukowcy mają nadzieję, że wiedza zebrana w doświadczeniach nad aktywnością mózgu „nieustraszonych” jednostek, pomoże im w przyszłości wpłynąć (farmakologicznie bądź poprzez terapię) na aktywność ciała migdałowatego. Kto wie, może ludzie, którzy nie potrafią się bać, naprawdę staną się bohaterami dla osób cierpiących na nerwice lękowe, fobie czy zespół stresu pourazowego.

źródła:
„Strach amputowany”, Focus kwiecień 2011
Discovery Health: „How Fear Works”. http://health.howstuffworks.com/mental-health/human-nature/other-emotions/fear.htm
„Deficient Fear Conditioning in Psychopaty: A Functional Magnetic Resonance Imaging Study”. Archives of General Psychiatry http://archpsyc.ama-assn.org/
„The Neuroscience of Fear and Loathing”, Jr. PhD. Dario Dieguez http://susansayler.wordpress.com/2011/01/21/the-neuroscience-of-fear-and-loathing/
„Lack of Fear in Early Childhood Predicts Later Criminal Behaviour”. http://tg309.wikispaces.com/file/view/LackofFearEarlyChildhoodPredictCriminalBehavior.pdf

*pierwotnie opublikowałam ten tekst na, nieistniejącym już niestety, portalu PortalWWW

Do kiedy jestem? – Until when am I to be?

20 Kwi

Do kiedy jestem? – Until when am I to be?

by Kasia Wilk

The translation below might seem a bit… ungrammatical, but believe me the original is also linguistically… special;) Nevertheless, I like to think that it’s actually an intended stylistic procedure to make the song appear a bit chaotic and convey this impression of strong emotions of the lyrical I… 🙂

I never really checked what the lyrics were supposed to really be about but personally I kind of suspect them to be like a song of a woman who is in a relationship with a married guy. The other woman’s „lament”, as if. Either way – enjoy!

Widuję Cię tylko gdy miasto zapada w sen – I only see you when the city is falling asleep
Słyszę Cię tylko pod ścianą, odbity dźwięk – I only hear you under the wall, a reflected sound
Ciągle dzwonię do Ciebie choć po drugiej stronie jesteś – I keep calling you though you are on the other side
Chcę powiedzieć gdzie jestem i jaką mam sukienkę – I want to tell you where I am and what dress I’m wearing
Nie widzę kiedy Cie boli i gryzie – I don’t see when you’re in pain or troubled
Kiedy Cię zaskakuje życie – When life surprises you
Kiedy Cie bawią chwile i słowa – When moments and words amuse you

Do kiedy jestem, nie powie, nie powie mi nic – Until when am I to be, won’t tell, won’t tell me anything
Do kiedy będę, nie wie nikt – Until when am I going to be, no one knows
Gdy życie plany zburzy to bardzo chciałabym, – When life destroys all plans I’d very much want
byś do końca był Ty, byś do jego końca był Ty – for You to be until the end, for You to be until the end of it
Poluje na chwile by tylko z Tobą być – I’m hunting down the moments when I can be only with You
Przerywa mi tylko dźwięk budzika przy łóżku mym – I only get interrupted by the sound of an alarm clock next to my bed
Pewnie gdzieś mamy czas i miejsce – Certainly, we have a place and time somewhere
W których razem, jesteśmy, czytamy gazetę i pijemy kawę – Where we are together, reading a newspaper and drinking coffe
Nie dajesz kwiatów bukietów, słodyczy – You don’t give bouques of flowers, sweets
I nie zawsze mogę liczyć, – And I can’t always count
ze na omówione spotkanie dojedziesz Kochanie – on you to arrive at our meeting, love

Do kiedy jestem, nie powie, nie powie mi nic – Until when am I to be, won’t tell, won’t tell me anything
Do kiedy będę, nie wie nikt – Until when am I going to be, no one knows
I wszystko mówi mi – And everything is telling me
Gdy życie plany zburzy to bardzo chciałabym, – When life destroys the plans I’d very much want,
byś do końca był Ty, byś do jego końca był Ty – for You to be until the end, for You to be until the end of it
Pewna jestem, że Ty jesteś obok, jesteś, czujesz, czujesz mnie – I’m sure that You are next to me, you are feeling, feeling me
Ja wiem, że czujesz zawsze obok mnie – I know that you’re feeling always next to me

Do kiedy jestem, nie powie, nie powie mi nic – Until when am I to be, won’t tell, won’t tell me anything
Do kiedy będę, nie wie nikt – Until when am I going to be, no one knows
I wszystko mi, i wszystko mówi mi – And everything, everything is telling me
Gdy życie plany zburzy to bardzo chciałabym, (tak bardzo) – When life destroys the plans I’d very much want (so very much)
byś do końca był Ty, byś do jego końca był Ty – for You to be until the end, for You to be until the end of it

Kasia Wilk is a talented Polish composer, producer, lyricist and singer. I often think that UK has Adele and Poland has Kasia Wilk. And even though such a comparison might be a bit too overexagerated (it’s extremely hard to find a contemporary female singer with a voice equally mesmerazing as Adele’s), both ladies are talented and far from being celebrities. They don’t attract their audience with explicit sexuality or scandals – they do it with their music and vocal skills. (Not that I am prejudiced against sexuallity in showbusiness – I adore Shakira and her „Shewolf” and „La Tortura” videos;))

Przesądem świat stoi…

19 Kwi

Unikajmy czarnych kotów, chyba, że mieszkamy w Wielkiej Brytanii. Nie myjmy włosów w dzień ważnego egzaminu, nie śpiewajmy w nocy i w żadnym wypadku nie śpijmy z nasza głową zwróconą na północ. Wystrzegajmy się bezwzględnie trzynastki, siedemnastki i czwórki. Na szóstkę z kolei uważajmy wtedy, gdy dobrze się nam powodzi.

Te i inne wskazówki możemy znaleźć przyglądając się przesądom panującym w różnych państwach. Każdego roku piątek trzynastego wypada przynajmniej dwukrotnie – jest więc to zatem dość zwyczajne, monotonne wręcz zjawisko. Niemniej data ta jest traktowana ze szczególnym nastawieniem i swego rodzaju ostrożnością i uznawana w zachodniej kulturze za dzień szczególnie pechowy. Istnieje wiele teorii, wyjaśniających jej rzekomą feralność – w tym łączące pechowość samej trzynastki z przekleństwem piątku – dnia, w którym został ukrzyżowany Chrystus.

Wiara w pechową trzynastkę prezentowana przez znaczną część zachodniego społeczeństwa jest jednak niczym w porównaniu z obsesją jaką mają mieszkańcy Japonii i Tajwanu na punkcie liczby 4. Jedna z jej możliwych wymów w języku japońskim (し- shi) jest identyczna ze sposobem czytania znaku死, który oznacza śmierć. Z kolei w języku mandaryńskim, mimo iż istnieje różnica w wymowie słów „cztery” i „śmierć”, jest ona bardzo subtelna, opierająca się jedynie na zmienionym tonie. Z powodu tego podobieństwa, liczba cztery kojarzona jest ze śmiercią a strach ludzi na tyle poważny, że na Tajwanie żaden szpital nie ma piętra oznaczonego czwórką, a wiele hoteli w obu państwach również z niego rezygnuje, omijając feralną cyfrę.

Podobnych zabiegów dokonują mieszkańcy Rzymu i Milanu, unikając za wszelką cenę pechowej zdaniem Włochów liczby 17. Okazuje się, że anagram rzymskiego zapisu liczby, może być odczytany po łacinie jako słowa „żyłem”, w domyśle „jestem martwy”, i skutecznie odstrasza ludzi. „Właściwości” siedemnastki są traktowane na tyle poważnie, że jeden z europejskich przewoźników lotniczych z numeracji siedzeń w swoich samolotach usunął nie tylko numer 13 (zabieg coraz popularniejszy w samolotach wielu linii, będący ukłonem w stronę przesądnych pasażerów) ale także numer 17. Interesujące właściwości przypisuje się cyfrze 6 w Tajlandii. Mieszkańcy Syjamu wierzą, że szóstka potrafi odmienić czyjś los – na przykład przynieść pecha komuś kto do tej pory wiódł szczęśliwy żywot. Wytłumaczenie tego wierzenia jest urzekające w swojej prostocie, otóż cyfrę sześć da się odwrócić, uzyskując przy tym inną liczbę (9).

Oprócz pechowej trzynastki, jedną z najpopularniejszych rzeczy przynoszących pecha w wielu krajach, od Polski po USA, jest napotkanie na swojej drodze czarnego kota. Do krajów tych nie zalicza się jednak Wielka Brytania, która nie tylko kota czarnego się nie boi, ale wręcz spotkania z futrzakiem zalicza do przynoszących szczęście. Łatwego życia w Anglii nie mają natomiast kruki i wrony, uznawane za omeny zwiastujące śmierć i wojny. Nieszczęsne ptactwo nie wzbudza sympatii także poza Europą – w Korei i na Tajwanie napotkanie kruka rano zwiastuje początek dnia obfitującego w złe wydarzenia. Z kolei ci z Koreańczyków, którzy zobaczą o poranku śpiewająca srokę mogą się spodziewać, że nadchodzący dzień będzie nadzwyczaj dobry.

Koreańskie przesądy należą do niezwykle oryginalnych i intrygujących. Przykładowo, według tradycyjnych wierzeń nie powinno się dawać ukochanej osobie w prezencie butów, chyba, że nie boimy się zaryzykować zostania porzuconymi – buty symbolizują bowiem odejście partnera. Inny przesąd z Korei przestrzega przed… myciem włosów w dniu, w którym zdajemy egzamin. Okazuje się, że cała wkuwana mozolnie do głowy wiedza może po prostu… spłynąć wraz z wodą pozostawiając za sobą pustkę. Kolejną rzeczą zabranianą przez Koreańskie przesądy jest śpiewanie w nocy, pod groźbą bycia zaatakowanymi przez węże (sic).

W Japonii z kolei za żadne skarby nie próbujmy gwizdać w nocy – ściągnie to na nas nadejście złych duchów. Równie niebezpieczne jest spanie z głową zwróconą ku północy – kierunku, z którego przychodzi po ludzi śmierć. W Kraju Kwitnącej Wiśni właśnie w takiej pozycji układane są ciała zmarłych. Należy zatem bezwzględnie pamiętać aby nasze posłanie nie stwarzało takiej możliwości. W Europie, wystrzegajmy się wędrówek nocnych jeśli znajdziemy się na południu Hiszpanii. Przesąd głosi, że można wówczas napotkać „procesję”, do której jeśli zostaniemy włączeni, podążymy z nią prosto do piekła. Uniknąć pecha niezwykle ciężko jest mieszkańcom Indii, którzy wierzą, że wyjący w nocy pies zwiastuje nieszczęście, zwłaszcza jeśli w rodzinie ktoś choruje.

Sama Polska również obfituje w bogactwo przesądów. Oprócz tych najpopularniejszych o łapaniu się za guzik widząc kominiarza i czterolistnej koniczynie przynoszącej szczęście, istnieje także wiele innych przesądów-rad, jak żyć i chronić się przed złymi mocami. Ważne jest aby w mieszkaniach i domach toaleta nie znajdowała się naprzeciw drzwi (wypisz wymaluj aranżacja mojego mieszkania ;)), gdyż wówczas domownicy nigdy się nie dorobią. Według innego przesądu, w trakcie pełni księżyca nie powinno się poddawać żadnym operacjom, czy nawet zabiegom kosmetycznym i upiększającym – rezultat zawsze będzie opłakany. Oświadczając się ukochanej, mężczyźni powinni pamiętać aby pierścionek nie miał w środku perły, przywodzącej na myśl swym wyglądem łzy. Uważajmy gdy uroda naszego dziecka jest zbyt entuzjastycznie wychwalona przez obce kobiety – istnieje możliwość, że starają się one rzucić urok. Malca można obronić zawiązując mu czerwoną wstążeczkę na rączce – talizman chroniący przed złymi intencjami. Nie spoglądajmy również w lustro w środku nocy, chyba, że nie boimy się ujrzeć weń diabła.

Choć większość z przesądów przypomina legendy i wydaje się nie mieć większego sensu ani związku z rzeczywistością, niektóre z lokalnych wierzeń można wytłumaczyć w praktyczny sposób. Buty to kiepski prezent, przed zakupem wypadałoby, aby zmierzyła je osoba, która będzie je nosić. Śpiewanie czy gwizdanie w nocy może przeszkadzać sąsiadom lub pozostałym domownikom. Nocne spacery z kolei rzeczywiście nie są najbezpieczniejszą forma aktywności fizycznej… …a kobiety i tak preferują diamenty… 😉

* tekst jest jednym z tekstów mojego autorstwa, które swego czasu ukazywały się na, niestety nie istniejącym już, portalu portalWWW